poniedziałek, 7 listopada 2016

Rodzinny SPAM

Witajcie mój drodzy!

Już się wcale nie będę tłumaczyć :-)
Napiszę tylko, że samej mi żal, iż tak rzadko wstawiam posty. Bo miło się samemu wraca do tych z przed kilku miesięcy, a nawet lat.

Dlatego dzisiaj wpis z naszego listopadowego wypadu nad morze.
Wiem, że zimno, że wieje, że czasem pada, ale ja właśnie nasze rodzime Morze najbardziej lubię wiosną i jesienią.
















Lubię wracać w to samo miejsce nad Bałtykiem. Do Darłówka.


Mamy tutaj też sprawdzona miejscówkę w Hotelu Jan. Gdy warunki atmosferyczne pozwalają, to można pospacerować po plaży, a gdy pogoda nie sprzyja, to pomoczyć się w Aquaparku przy hotelu.

Hotel rzut kamieniem od plaży, plaża nieopodal portu i deptaka, a przy deptaku Ambrozja Cafe z pysznym latte i goframi.
Wszystkie te „składniki”, to dla nas przepis na udany weekendowy wypad.




















A Wy lubicie Polskie Morze? Wolicie w sezonie czy poza nim?






środa, 5 października 2016

Obecna :-)

Witajcie Kochani!
Tak wiem, miała być reaktywacja, ale ostatnio dużo się u nas dzieje.


Przez ostatni komentarz pod poprzednim postem, poczułam się wywołana do tablicy.
Więc odpowiadam.


Cisza tu, bo „głośno” u nas w realu.


W domu remont, Henryk chodzi do nowego przedszkola, a ja, po trzech latach bycia kurą domową, wróciłam do pracy. W właściwie zaczęłam całkiem nową pracę, z której bardzo się cieszę. W tak zwanym międzyczasie, miałam jeszcze operację, więc jak widzicie, było tyle czasopochłaniaczy, że na bloga zabrakło czasu i/lub went.

Teraz nasze „nowe” życie i remont są coraz bardziej ogarnięte, więc mam nadzieję, że uda mi się częściej pisać.


A teraz o tym, co dzieje się w domu.
Rozpoczęliśmy remont. Najpierw wymiana dachu, a teraz adaptujemy poddasze na pokoik dla Henia.
Plan jest taki, że na razie Henryczkowa sypialnia zostaje w jego dotychczasowym pokoiku, a na stryszek, jak nazywamy nasze poddasze, wyprowadzą się zabawki.


Stryszek jest dwupoziomowy, na górze będzie sala zabaw. Umieścimy tam większość zabawek. 


W dolnej części stryszkowego apartamentu Henia, planuję zrobić strefę relaksująco –naukową. Kanapa + biurko z krzesełkiem, książeczki, kolorowanki, kredki, itd.


Ja już wspomniałam, Henryczek od 1 – ego września chodzi do prawdziwego przedszkola, a dokładniej do oddziału „0” naszej wiejskiej szkoły. Jako poważny przedszkolak potrzebuje kącika, gdzie będziemy odrabiać „lekcje”, gdzie będzie mógł zasiąść kolorować, rysować, uczyć się. Gdzie razem będziemy czytać książeczki.


Ponieważ za kilka lat, zapewne będzie trzeba dostosować pokoik do potrzeb, wtedy już szkolniak, to na razie postanowiłam postawić na tanie, ale ładne, meble ze znanej i lubianej większości blogerek Ikei. A jakże by inaczej :-)


Do strefy relaksacyjno – naukowej Heni wstępnie planuję zakupić między innymi takie oto mebelki



Do tej pory na stryszku ekipa ociepliła nam dach taką specjalna natryskową pianką izolacyjną. Stoją już ścianki działowe i częściowo pociągnięta jest elektryka.
Teraz czekamy na hydraulika, który w przyszłym tygodniu ma montować ogrzewanie.
Po zamontowaniu ogrzewania i dokończeniu elektryki będziemy montować resztę regipsów, robić gładzie, podłogi, schody i malowanie. A potem to już z górki. Będzie można skręcać i ustawiać meble. Na konie najprzyjemniejsze, czyli dodatki i dekoracje. Już nie mogę się doczekać.

Kochani relację z naszej codzienności, a także stryszkowego placu boje możecie podglądać na Instagramie, tera także w formie snapów ( po wejściu w nasz profil i kliknięciu na kółeczko ze zdjęciem profilowym, będą się wam wyświetlać zdjęcia i/lub filmiki, śpieszcie się, bo snapy są na Insta tylko przez 24 godziny od momentu zamieszczenia).

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego razu!

niedziela, 26 czerwca 2016

Akcja reaktywacja

Witajcie Kochani!




Witajcie po bardzo długim czasie.
Moja przerwa w blogowaniu trwła pół roku.
Myślałam, że przygoda się już skończyła, choć nadal chętnie i z zaciekawieniem zaglądałam co jakiś czas do Waszych wirtualnych światów, podglądając realne życie.

Cały czas jestem na Instagrmie, gdzie na bieżąco możecie śledzić co u nas.
Serdecznie Was zapraszam i chętnie i tam będę podglądać Wasze profile.

Wracając do bloga. Chciałam pisać takiego „profesjonalnego”, niestety brak mi samomobilizacji i systematyczności w tym względzie. Dlatego postanowiłam tamo przedsięwzięcie zakończyć. Mimo, że się nie udało, nie żałuję, że spróbowałam. Bo dzięki temu, poznałam fajnych ludzi, którzy bez tamtego bloga, pewnie nie stanęliby na mojej drodze. Ale jak już wspomniałam, ta przygoda należy do przeszłości. Nie żal mi.

Jednak mam czasem ochotę coś napisać, coś pokazać, podzielić się radą, spostrzeżeniem, czymś co mnie cieszy, porusza, podoba mi się, a czasem wkurza J
Dlatego też, wracam na „stare śmieci” i powiem Wam, że tu właśnie, gdzie moja przygoda z blogowym światem rozpoczęła się już ładnych kila lat temu, czuję się u siebie.
Mam nadzieję, że będziecie wpadać do mnie na wirtualna kawę.

Zapraszam!



środa, 23 grudnia 2015

Życzenia...

Kochani, chcę Wam złożyć serdeczne życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia.




Życzę Wam przede wszystkim ciepła rodzinnego i miłości bez liku.
Spokoju i radości, szczerego uśmiechu.
Objadajcie się pysznościami i świętujcie z rodziną.
Cieszcie się chwilą.
Kochajcie i bądźcie kochani.
Niech Boża Dziecina Wam błogosławi.







wtorek, 15 września 2015

Magia w ogrodzie

Magia w ogrodzie, a tak właściwie Magiczne Ogrody. 






Magiczne Ogrody nieopodal Janowca. Wart czy nie?



Moja przygoda z Magicznymi Ogrodami zaczęła się jeszcze w domu i nie był to dobry start. Ale zacznę od początku. A zaczęło się od tego, że jedna z czytelniczek bloga, pytała pod tym postem, gdzie się wybieramy na urlop. Gdy napisałam, że do Kazimierza, to poleciłam właśnie Magiczne Ogrody. Ja wcześniej o tym miejscu nie słyszałam, więc postanowiłam zerknąć do neta i sprawdzić co to za „cudo”. Pooglądałam i postanowiłam, że je odwiedziłam. Bez dłuższego namysłu, aby uniknąć ewentualnych kolejek na miejscu, kupiłam bilety online. Kupiłam, zapłaciłam i kicha. Biletów nie otrzymałam na meila, tak jak miało się to dokonać. Po kilku godzinach zadzwoniłam do Ogrodów z zapytaniem, dlaczego nie dostałam żadnej wiadomości i potwierdzenia zakupu biletów. Pani stwierdziła, że to dziwne, ale się zorientuje i oddzwoni. Czekałam cierpliwie do następnego dnia. Nie oddzwoniła.
Jedynym dowodem dokonania zakupu biletów jaki miałam, było potwierdzenie z banku o przelewie. Ale to jeszcze nie takie łatwe, ponieważ w transakcji przekazania pieniędzy pośredniczyła firma zajmująca się płatnościami internetowymi i to owa firm widniała jako odbiorca wpłaty. Niedoczekawszy się zainteresowania sprawą ze strony Ogrodów, zadzwoniłam do firmy pośredniczącej, gdzie natychmiast uzyskałam informację, że wpłata została przekazana odbiorcy docelowemu, jednocześnie firma ta przesłałam mi na meila potwierdzenie transakcji, w której były informacje o płatności. Uzbrojona w taką wiedzę, zadzwoniłam ponownie do Ogrodów. Trafiłam na tą sama Panią, które poprzedniego dnia obiecała wyjaśnić sprawę, tłumaczyła, że przekazała dane dalej i „Ojej… Nikt nie oddzwonił?”. No cóż, no nie oddzwonił! A szkoda. Na szczęście po danych zawartych w potwierdzeniu przesłanym przez firmę pośredniczącą, Pani doszła do tego, że bilet mają w systemie i stweirdziła, że go wydrukuje i będzie on czekał na nas w biurze. Uff… Sprawa wyjaśniona.

Magiczne Ogrody, akt drugi.
Nadszedł dzień, w którym chcieliśmy „zwiedzić” ogrody. O poranku sprawdziłam w jakich godzinach, tego dnia, są one otwarte i  wyruszyliśmy ku przygodzie. Podjechaliśmy z podekscytowanym dzieckiem po bramę. Wysiedliśmy, a tam ludzie (potencjalni zwiedzający) kręcili się w kółko i panował mały haos. Okazało się, że z powodu deszczu, który padał w nocy i od czasu do czasu siąpał w tym czasie, ogrody są tego dnia zamknięte. Podeszłam do Pana strażnika, który powiedział, że tak za darmo można sobie wejść i pochodzić, ale atrakcje dziś nie są dostępne. Więc zapytałam, co z naszym biletem. A Pan to skwitował bez użycia słów, jedynie gestem rozłożenia rąk. Zaraz mi ciśnienie skoczyło! Ale dobra, wzięłam kilka głębokich oddechów i poszliśmy oglądać. W drodze powrotnej, już uspokojona, wróciłam do Pana ochroniarza i poprosiłam o wydanie biletu, który miał czekać. Pan wykonał kilka telefonów, co poskutkowało przybyciem drugiego Pana, który był bardziej zorientowany co i jak, wydał faktycznie czekający bilet i wyjaśnił, że jeśli pogoda będzie dalej płatać figle i Ogrody ze względów bezpieczeństwa, będą zamknięte, a my będziemy wyjeżdżać i nie skorzystamy z biletów, to zostaną nam zwrócone pieniądze.

Magiczne Ogrody happy end.

Mawia się, że do trzech razy sztuka. I za tym trzecim „starciem” okazało się, że nie takie Magiczne Ogrody złe, jak mnie wkurzały. Pojechaliśmy dwa dni później od pierwszej wizyty, gdy pogoda dopisywała. Ogrody były czynne! O je!
Naszym oczom ukazał się zupełnie inny ich obraz i prawie zupełnie zatarło się pierwsze i drugie złe wrażenie. Więc czy warto?
Ogrody jak sama nazwa wskazuje to jeden wielki ogród z piękną zielenią i kwiatami. Do tego Magiczne, a ta magia to różne krainy, stworki, fontanny, zjeżdżalnie, place zabaw. Jednym słowem dużo zabawy i frajdy nie tylko dla dzieci.
Bilet wstępu do Magicznych Ogrodów dla trzyosobowej rodziny kosztował nas 59 zł, w tej cenie można korzystać z wszystkich atrakcji dostępnych na terenie Ogrodów. Już na samym wejściu gości wita skrzat, mieszkaniec dziupli w drzewie. Potem na swojej drodze napotkamy chatki różnych stworków i same stworki też. Dzieciaki mogą się przejechać ciuchcią, pokręcić na karuzeli, zjechać z wielkiej zjeżdżalni niczym skocznia w Stolicy Polskich Tatr czy pobawić się na jednym z kilku placów zabaw. Do tego dmuchane zamki i trampoliny.
Z powodzeniem można tam fajnie spędzić cały dzień.

A jeśli mamy na zbyciu jeszcze kilka dyszek, to możemy napić się pysznej kawy i zjeść coś smacznego, a w sklepiku z pamiątkami w całkiem rozsądnych cenach, kupić zabawkę, kolorowankę czy inny „duperelek”, który będzie nam przypominał o wizycie w tym magicznym miejscu.

Magiczne Ogrody – Warto!

P.S. Tylko nie kupujcie biletów online i nie jedźcie tam po deszczu lub w trakcie opadów. A będzie OK. J