środa, 17 sierpnia 2011

Remontowe utrapienie

Miniony tydzień, a może i dwa, to permanentny stres.
Nasz pożal się Boże "majster", okazał się zwykłym paterakiem. Od ponad trzech tygodni mamy rozgrzebany remont, a ten przychodził na 2 - 3 godziny dziennie i mało co robił, albo przez kilka dni wcale nie przyszedł. Później źle położył płytki i jeszcze chciał mi wmówić, że to tak może być. Jak zaprotestowałam, to z wielką łaską je odkleił (na szczęście klej był świeży i dało się kafelki oderwał) i dopiero wtedy równał ściany i kładł jeszcze raz. W końcu w minioną środę wziął kolejną zaliczkę i przepadł. Przez znajomą dowiedział się, że już u nas nie pracuje. Dzisiaj rano pojawił się odebrać swoje "graty" i dobrze, bo już mam go naprawdę dość!

A ponieważ nadal nie mamy dokończonego remontu, to poszukaliśmy nowego majstra. Ma przyjść w sobotę, więc trzymajcie kciuki, żeby ten okazał się lepszy od Pawła P.

Aktualnie łazienka wygląda tak.



Kafelki jeszcze w roboczej wersji (brudne) i bez fugi.




Trochę lepiej sytuacja wygląda na podwórku.
Mam przygotowany teren w obszarze letniego saloniku, pod wysyp kamyków. Pięknie "rośnie" też wiato - drewutnia. Dzisiaj nadal trwają prace, a tak wyglądała wczoraj wieczorem.



Teraz przedstawię Wam "receptę" na dorodne kwiaty. Na moim skwerku rozgościły się mrówki, zamieszkały pod jednym z kwiatów, a ten zaczął marnieć. Przez tydzień zastanawiała się jak pozbyć się mrówek, "prześwietliłam" całą sieć. W końcu kupiłam zwykły środek na owady biegające czy jakoś tak (coś jak muchozol) i całe opakowanie wypsikałam pod kwiat wprost na zaczątki mrowiska. Po tygodniu efekt jest taki, iż mrówki się wyniosły, a kwiat rozrósł i wygląda ślicznie.




W całym tym remontowym galimatiasie spotkała mnie też miła niespodzianka. W piątek na podjeździe stanęło auto, które zakupił mi mój Małżonek.
Jak trochę sobie nim pojeżdżę, to napiszę swoją opinię.

Na zakończenie bukiet zdobiący stół w naszym letnim saloniku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę i komentarz!