poniedziałek, 28 czerwca 2010

O tym, że kończę studia i wracam do przedszkola.

Niebawem czeka mnie obrona pracy magisterskiej, a ja tu szykuję się na powrót do przedszkola. To nie żart!
Niedługo będę zasiadała na dywaniku i bawiła się z dziećmi piłeczką.

I tu muszę powrócić do poprzedniego postu, w którym pisałam, że i życie może się zmienić z dnia na dzień, a nawet z chwili na chwilę.

Dziś rano wstałam razem z M., wyprasowałam Mu koszulę, wyprawiłam do pracy, włączyłam zmywarkę, pralkę, zrobiłam sobie kawę, popijając ją siedziałam przeglądając gazetę na bujawce za domem. Nic szczególnego, zwykły poranek kury domowej.

W dalszej części dnia, o godzinie "zero" (w samo południe), odważnym krokiem wkroczyłam na salę, gdzie przy dużym stole siedziały 3 dość przyjaźnie nastawione osoby. Porozmawialiśmy sobie troszkę...

Teraz jest popołudnie. Nie ma już kury domowej! Jest kobieta pracująca, które dzieci się nie boi. Kobiet, która (Uwaga! Uwaga!) wygrała konkurs na stanowisko instruktora kulturalno - oświatowego i od 1 lipca rusza do pracy z przedszkolakami.

Niby nic, kilka słów, kilka chwil. A jaka wielka zmiana w życiu.

3 komentarze:

  1. Dom jest cudowny i bycie w nim jest cudowne ale.... ale poza domem jest cały świat, nowi ludzie, nowe znajomości które czekają na Ciebie właśnie.
    Bardzo się cieszę, że kolejna kobieta idzie do pracy bo choć "kury domowe" są rewelacyjne to kobiety pracujące są boskie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, jak lubiłam być kurą domową :-)
    Wcześniej pracowałam w biurze i się dusiłam. Ale teraz będę robić to, co lubię :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. GRATULUJĘ!!!!!!

    I Tobie i dzieciom ;)

    Pozdrawiam i trzymam kciuki za nową pracę!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę i komentarz!