poniedziałek, 24 stycznia 2011

O tym, że czasem tęsknię.

Lubię moją pracę i "moje" przedszkolaki, ale czasem tęskno mi za żywotem kury domowej, kiedy to czas płynął wolniej, a świat wydawał się mniej skomplikowany.

Dzisiaj miałam przymusowy dzień wolnego - siła wyższa...
W dni takie jak ten, gdy nie muszę się śpieszyć, gdy spokojnie popijam kawę przeglądając gazetę, gdy wokoło cisza i spokój tęsknię za bezrobociem :-)

Ostatnio wydaje mi się, że czas pędzi zdecydowanie za szybko. W minioną sobotę (22.01) mój blog skończył dwa lata. W weekend nie miałam czasu napisać o tej jakże ważnej ;-) rocznicy.
W sobotę mieliśmy kolędę, więc od rana wielkie zamieszanie. W miastach to zapewne zupełnie inaczej wygląda, więc dla niewtajemniczonych napiszę, że u nas na prowincjonalnej wsi, kolęda to ważne wydarzenie, wszystko musi być na medal, i dom, i gospodarze, i poczęstunek.

Niedzielę natomiast spędziliśmy z M. na czynnym, aczkolwiek męczącym, relaksie.

Dziś w spokoju i bez pośpiechu celebrowałam namiastkę kurodomowego życia. Posprzątałam, poprałam, upiekłam muffinki i z założeniem, że teraz będę robić nic posiedziałam otulona kocykiem z kubkiem kawy.








3 komentarze:

  1. Och,ja znów zazdroszczę kobietom,które pracują:)Z dwójką małych dzieci nie ma okazji celebrować chwil:)a tym bardziej zajmować się przyjemnostkami...
    Rozumiem Cię jednak.
    Muffinki tak pysznie wyglądają,że sama chyba w końcu spróbuję,bo przepis leży i czeka na "lepszy czas"...;)
    Pozdrawiam,Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
  2. czytam ten post i jakbym czytała swoje myśli;)))pozdrawiam ciepło i zapraszam do mnie;)))uroczy blog;))na pewno będę zaglądać;)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę i komentarz!